Wkurzona.
Choleranie wkurzona.
A w oczach łzy.
Nie, nie jestemEMO.
Z bólu.
Bo nie moja wina,
że po prostu spadłam ze schodów.
Oczekuję chociaż TROCHĘ zrozumienia.
Chociaż raz słów "kochanie, pokaż gdzie Cie boli".
Gówno.
Znów awantura, że zawsze coś ze mną nie tak.
Że nerki, że serce, że afty, że choruję.
Bo to tylko i wyłącznie MOJA wina,
że jestem taka, kurwa, niedorobiona.
Że taka beznadziejna,
że wciąż coś mi jest.
Nie, to nie ICH, kurwa, geny.
Jak zwykle z tej jego pieprzonej kanapy.
Całe życie po pracy na niej.
Rozumiem, że jest zmęczony,
ale mógłby chociaż raz się do mnie odwrócić
i porozmawiać normalnie, a nie mówić
"cześć Marta"
i odwracać się tyłem.
na kanapie.
Uderzyłam głową o ścianę.
I nawet nie boli.
Tylko kark.
Nie mogę ruszyć głową.
Najmniejsze skinienie przynosi ból.
Boję się, że jutro też, bo przecie
w szkole to będzie uciążliwe.
Gdy dostanę ocenę mniejszą niż 5,
to jest przejebane, tak?
To jestem zła i się nie uczę.
Gdy coś mnie boli,
to jestem popieprzona, niedorobiona, tak?
Gdy mówię o jakieś pasji, o przyjaciołach,
o jakiś planach na wakacje, ferie, cokolwiek,
to "zamknij się, oglądam film"
czy coś w tym rodzaju.
Żal mi ich.
Ciągłego pokazywania bajek swoim znajomym,
ukrywaniem wad.
Choleranie wkurzona.
A w oczach łzy.
Nie, nie jestem
Z bólu.
Bo nie moja wina,
że po prostu spadłam ze schodów.
Oczekuję chociaż TROCHĘ zrozumienia.
Chociaż raz słów "kochanie, pokaż gdzie Cie boli".
Gówno.
Znów awantura, że zawsze coś ze mną nie tak.
Że nerki, że serce, że afty, że choruję.
Bo to tylko i wyłącznie MOJA wina,
że jestem taka, kurwa, niedorobiona.
Że taka beznadziejna,
że wciąż coś mi jest.
Nie, to nie ICH, kurwa, geny.
To ja.
Zawsze ja.
Ojciec odzywa się z kanapy.Jak zwykle z tej jego pieprzonej kanapy.
Całe życie po pracy na niej.
Rozumiem, że jest zmęczony,
ale mógłby chociaż raz się do mnie odwrócić
i porozmawiać normalnie, a nie mówić
"cześć Marta"
i odwracać się tyłem.
na kanapie.
Uderzyłam głową o ścianę.
I nawet nie boli.
Tylko kark.
Nie mogę ruszyć głową.
Najmniejsze skinienie przynosi ból.
Boję się, że jutro też, bo przecie
w szkole to będzie uciążliwe.
A oni wciąż krzyczą..
Przecież w tym roku tylko raz opuściłam lekcje.
Jeden dzień.
A oni wciąż mówią,
jaka to ja jestem pojebana.
Przecież w tym roku tylko raz opuściłam lekcje.
Jeden dzień.
A oni wciąż mówią,
jaka to ja jestem pojebana.
Mam tego dosyć.
Ignorują mnie.
WSZYSTKO.
Ignorują mnie.
Gdy dostanę ocenę mniejszą niż 5,
to jest przejebane, tak?
To jestem zła i się nie uczę.
Gdy coś mnie boli,
to jestem popieprzona, niedorobiona, tak?
Gdy mówię o jakieś pasji, o przyjaciołach,
o jakiś planach na wakacje, ferie, cokolwiek,
to "zamknij się, oglądam film"
czy coś w tym rodzaju.
Tylko przed znajomymi - proszę, udawajmy,
że jesteśmy wspaniałą rodziną.
Och, jacy kochający rodzice!
Tylko ta córka taka niezbyt, no, ale coś może z niej jeszcze będzie.
że jesteśmy wspaniałą rodziną.
Och, jacy kochający rodzice!
Tylko ta córka taka niezbyt, no, ale coś może z niej jeszcze będzie.
Żal mi ich.
Ciągłego pokazywania bajek swoim znajomym,
ukrywaniem wad.
Bo oni nie mają wad.
Nie, skąd.
Nie, skąd.
- Location:Bończyk, kurwa!
- Mood:
melancholy - Music:Archive - So fuck you anyway
Kraków.
Krótko.
Pobudka rano.
Myślałam, że zasnę.
Kościół.
O Boże.
Godzin snu w ciągu ostatnich 72 godzin - 8.
Beata.
Rodzice.
Agnieszka.
Kraków wieczorem.
Znów spacer po tych miejscach,
które tak dobrze znam.
Paweł się nie odezwał...
Wciąż ktoś pisze smsy.
Nie mam siły.
P. milczy.
Ja milczę.
Nie zamierzam tym razem przepraszać.
Koniec.
Znów coś się skończyło.
O., 100. i J.
Cóż.
Mam ochotę zaśpiewać - spierdalać! spierdalać!
100 użala się nad sobą.
Że niby nie ma z nikim kontaktu.
Otwieram archiwum...
Osiem rozmów rozpoczętych przeze mnie po nowym roku.
Rozmów! Pfff.
Za każdym razem P. mówił, że "właśnie rozmawia z 100.
Piszę.
Cisza.
Więc trudno, nie będę się już starać.
Teraz już nawet nie czuję żalę.
Czuję złość, jestem bardzo wkurzona, nie chcę nawet znów o tym pisać.
Nie mam siły iść za Tobą.
Krótko.
Pobudka rano.
Myślałam, że zasnę.
Kościół.
O Boże.
Godzin snu w ciągu ostatnich 72 godzin - 8.
Beata.
Rodzice.
Agnieszka.
Kraków wieczorem.
Toruńskie Pierniki! *_*
Znów spacer po tych miejscach,
które tak dobrze znam.
Paweł się nie odezwał...
Wciąż ktoś pisze smsy.
Nie mam siły.
P. milczy.
Ja milczę.
Nie zamierzam tym razem przepraszać.
Koniec.
Znów coś się skończyło.
O., 100. i J.
Cóż.
Mam ochotę zaśpiewać - spierdalać! spierdalać!
100 użala się nad sobą.
Że niby nie ma z nikim kontaktu.
Otwieram archiwum...
Osiem rozmów rozpoczętych przeze mnie po nowym roku.
Rozmów! Pfff.
Za każdym razem P. mówił, że "właśnie rozmawia z 100.
Piszę.
Cisza.
Więc trudno, nie będę się już starać.
O. i J.
???
???
Tym to bym wykrzyczała w twarz "SPIERDALAJCIE!!!!"
I Eve chyba też....?
Już nie ma tego zespołu?
Zastanawiałam się, jak to rozwiązać z kasą za salę etc.
Chyba po prostu czas się od nich odłączyć i znaleźć nowych gitarzystów.
Przynajmniej taki był plan?
Nie chcę ich znać.I Eve chyba też....?
Już nie ma tego zespołu?
Zastanawiałam się, jak to rozwiązać z kasą za salę etc.
Chyba po prostu czas się od nich odłączyć i znaleźć nowych gitarzystów.
Przynajmniej taki był plan?
Teraz już nawet nie czuję żalę.
Czuję złość, jestem bardzo wkurzona, nie chcę nawet znów o tym pisać.
Nie mam siły iść za Tobą.
I nawet nie wiem, dla kogo ma chcieć mi się żyć...
Spierdalajcie!
- Location:Bończyk!
- Mood:
angry - Music:Pogodno - Spierdalac
What can I say?
Oglądam w Tv nieśmiertelny Dirty Dancing.
I wspominam Mazury, gdy z moją przyjaciółką tańczyłyśmy, śpiewając "Time of my life" na kei, jej spadły okulary, śmiałyśmy się, potem wyszedł nasz sternik.
Piękna, ostatnia noc.
A jak dzisiaj?
Impreza. Spałam godzinę w ciągu tej doby.
Chyba czas położyć się do łóżka.
Sprzątanie, wietrzenie całego domu (ktoś wpadł na pomysł, aby palić papierosy w moim pokoju <_<)
I na koncert Pogodno.
MCK.
Fajnie było.
Wprawdzie nie zagrali "Piosenki o śmiesznym tytule", która gra mi w głowie od paru dni (Miłosno mi, gdy Pogodno brzmi!), ale i tak było wspaniale.
Szkoda tylko, że Budyń i jego koledzy skończyli koncert około 19, bo chcieli oglądać mecz Polska-Bułgaria --'
Na koncercie z A.
Jak na prawie każdym koncercie.
Śpiew, taniec, pogo, wymiana uśmiechów i spojrzeń.
Nagle przybiegła W., przyjaciółka K.
Chociaż W. znam tylko przez mojego przyjaciela P. i K. dogadujemy się całkiem dobrze.
W. jest ode mnie o rok młodsza.
Przebojowa. Również uwielbia U2.
W. była już chyba po butelce wódki...
Zaczęłyśmy tańczyć do tych ostatnich trzech piosenek, tak jak na poprzedniej imprezie u W.
Koncert niestety się skończył.
Szybko zabrałam setlistę Michała i chciałam już wychodzić - zespół sobie poszedł.
W. wyrwała mi setlistę, zaczęłam ją wyrywać, nic poważnego.
Nagle zobaczyłam, że moja przyjaciółka A. idzie do wyjścia.
Wyrwałam kartkę, pożegnałam się szybko i pobiegłam za A.
Ona milczała jak zaklęta.
Odebrałyśmy nasze kurtki.
Sama wyciągnęła plakaty z mojej kieszeni, prychnęła coś, gdy powiedziałam, żeby oddałą mi mój.
Zaczęła krzyczeć, że zachowuję się jak Ka., że wszystko psuję.
Potem miała pretensje, że chciałam jechać pewnym autobusem, a nie tym z nią, który jedzie do mojego domu bite 30 minut dłużej...
I skarżyła się K., że jestem zła.
No tak, to ja nigdy się nie staram.
To ja nigdy nie przepraszam.
Nie wiem, o co jej chodzi.
Przyjaźnimy się od szóstej klasy.
I wciąż są kłótnie o to samo - o to, iż mam "wieeeeelu przyjaciół" i ona "nie jest mi potrzebna".
I chociaż mówię, że to nieprawda, ten temat wciąż powraca, wciąż się ze mną o to kłóci, wciąż próbuje mi udowodnić, że ma nowych, lepszych przyjaciół i że nie muszę się o nią starać.
A gdy ja chociaż porozmawiam z kimś przy niej jest od razu obrażanie się.
Bo jestem zła.
Bo ignoruję biedną A.
I wiedziałam, że K. będzie stać po jej stronie.
Bo namawiała mnie, żebym napisała, żebym przeprosiła.
Ale za co? Za to, że porozmawiałam z W.?
Mam już tego serdecznie dosyć.
Tak wiem, są poważniejsze problemy.
I też takie miewam.
Ale jest mi źle, jestem zdenerwowana, gdy ona wyskakuje z czymś takim nagle, niespodziewanie.
I rozpowiada innym, że jestem niedobra.
Jutro do Krk.
Oglądam w Tv nieśmiertelny Dirty Dancing.
I wspominam Mazury, gdy z moją przyjaciółką tańczyłyśmy, śpiewając "Time of my life" na kei, jej spadły okulary, śmiałyśmy się, potem wyszedł nasz sternik.
Piękna, ostatnia noc.
A jak dzisiaj?
Impreza. Spałam godzinę w ciągu tej doby.
Chyba czas położyć się do łóżka.
Sprzątanie, wietrzenie całego domu (ktoś wpadł na pomysł, aby palić papierosy w moim pokoju <_<)
I na koncert Pogodno.
MCK.
Fajnie było.
Wprawdzie nie zagrali "Piosenki o śmiesznym tytule", która gra mi w głowie od paru dni (Miłosno mi, gdy Pogodno brzmi!), ale i tak było wspaniale.
Szkoda tylko, że Budyń i jego koledzy skończyli koncert około 19, bo chcieli oglądać mecz Polska-Bułgaria --'
Na koncercie z A.
Jak na prawie każdym koncercie.
Śpiew, taniec, pogo, wymiana uśmiechów i spojrzeń.
Nagle przybiegła W., przyjaciółka K.
Chociaż W. znam tylko przez mojego przyjaciela P. i K. dogadujemy się całkiem dobrze.
W. jest ode mnie o rok młodsza.
Przebojowa. Również uwielbia U2.
W. była już chyba po butelce wódki...
Zaczęłyśmy tańczyć do tych ostatnich trzech piosenek, tak jak na poprzedniej imprezie u W.
Koncert niestety się skończył.
Szybko zabrałam setlistę Michała i chciałam już wychodzić - zespół sobie poszedł.
W. wyrwała mi setlistę, zaczęłam ją wyrywać, nic poważnego.
Nagle zobaczyłam, że moja przyjaciółka A. idzie do wyjścia.
Wyrwałam kartkę, pożegnałam się szybko i pobiegłam za A.
Ona milczała jak zaklęta.
Odebrałyśmy nasze kurtki.
Sama wyciągnęła plakaty z mojej kieszeni, prychnęła coś, gdy powiedziałam, żeby oddałą mi mój.
Zaczęła krzyczeć, że zachowuję się jak Ka., że wszystko psuję.
Potem miała pretensje, że chciałam jechać pewnym autobusem, a nie tym z nią, który jedzie do mojego domu bite 30 minut dłużej...
I skarżyła się K., że jestem zła.
No tak, to ja nigdy się nie staram.
To ja nigdy nie przepraszam.
Nie wiem, o co jej chodzi.
Przyjaźnimy się od szóstej klasy.
I wciąż są kłótnie o to samo - o to, iż mam "wieeeeelu przyjaciół" i ona "nie jest mi potrzebna".
I chociaż mówię, że to nieprawda, ten temat wciąż powraca, wciąż się ze mną o to kłóci, wciąż próbuje mi udowodnić, że ma nowych, lepszych przyjaciół i że nie muszę się o nią starać.
A gdy ja chociaż porozmawiam z kimś przy niej jest od razu obrażanie się.
Bo jestem zła.
Bo ignoruję biedną A.
I wiedziałam, że K. będzie stać po jej stronie.
Bo namawiała mnie, żebym napisała, żebym przeprosiła.
Ale za co? Za to, że porozmawiałam z W.?
Mam już tego serdecznie dosyć.
Tak wiem, są poważniejsze problemy.
I też takie miewam.
Ale jest mi źle, jestem zdenerwowana, gdy ona wyskakuje z czymś takim nagle, niespodziewanie.
I rozpowiada innym, że jestem niedobra.
Jutro do Krk.
- Location:Bończyk
- Mood:
nervous - Music:Piosenka o śmiesznym tytule
